Archiwum dla styczeń, 2007

mmszczecin

styczeń 23, 2007

Korzystajac z portalu Media Regionalne dowiedziałem się, ze sprzedawana w Szczecinie bezpłatna gazeta MMSzczecin stworzyło właśnie swoją internetową wersję beta. 

Papierowego wydania nie miałem okazji zobaczyć, może dlatego, że rzadko bywam w Szczecinie, natomiast z całym zapałem rzuciłem się do amatorsko-krytycznej analizy portalu mmszczecin.pl. Oto główne wnioski:

- drażni mnie użycie pewnych słów niezgodnie z ich definicją i przeznaczeniem. Pierwszy z brzegu przykład – na dzisiejszej stronie głównej w rybryce oznaczonej jako Wiadomość Dnia jest miniwywiad z Kasią Nosowską. Bardzo fajna sprawa, czemu nie, ale czy wywiad składający się z kilku pytań na tematy ogólne można nazwać wiadomością dnia? Moim zdaniem  – nie.

Druga sprawa: blogi- Na stronie jest kilka zajawek typu: załóż bloga, zdjęcia z bloga, wyjęte z bloga. No to spójrzmy, jak to wygląda: klikamy w pierwszy z brzegu “blog” i … całą główka strony zostaje ta sama, nawigacja w lewej kolumnie również ani drgnie, po prawej podobnie, tylko w środkowej kolumnie pojawia się “wpis” i ewentualne komentarze. Hmm, kiedyś na takie coś mówiło  się forum, ja do tej pory nazywam coś takiego forum. Na mmszczecin nazywa się to blogiem.

Właśnie te “blogi” obrazują największą moim zdaniem wadę portalu, który chce być bardzo na czasie i nadążyć. Zamiar szczytny i może się powiedzie, gdyż serwis na razie oznaczony jest znaczkiem “beta”.  Póki co, samo użycie słów: blog, tag itp. nie czyni strony nowocześniejszą.

- faktem, który robi naprawdę duże wrażenie, to dzienna ilość artykułów. Nawet biorąc pod uwagę, ze do dyspozycji jest papierowe wydanie i, co za tym idzie, zespół dziennikarzy, tak częsta aktualizacja na pewno jest dużą zaletą portalu. Dane z ostatnich dni: 22.01 – 28(!) artykułów; 21.01(niedziela) – 3; 20.01(sobota) – 8; 19.01 – 16; 18.01 – 23. Na mnie robi to duże wrażenie.

 w zasadzie to nie wiem czy mi się ten portal podoba, czy nie. Jak wspominałem, jest wersja beta, więc różnei jeszcze może być. Ciekawy jestem, jak odbierająten portal mieszkańcy Szczecina. Sądząc po “blogach” czy też ogłoszeniach, niewielu się na chwilę obecną tam udziela. Na pewno mmszczecin chce się zapisać do tej grupy portali regionalnych, które chcą być na bieżąco – nie tylko z okolicznymi newsami. A to zawsze się chwali. 

wrocek sprzedany

styczeń 9, 2007

Wczoraj na internetstandard.pl ukazała się informacja, że gazeta.pl kupiła wrocek.pl.
Ciekawi mnie bardzo jak wrocek.pl zmieni się pod skrzydłami nowego właściciela, jaki model biznesowy znajdzie tutaj zastosowanie. Bo z tego typu przedsięwzięciami często jest tak, że dopóki nie muszą zarabiać na siebie, to jest fajnie, świeżo i czysto. A jak już muszą zacząć przynosić dochody, robi się smrodek (marketingowy).
Ciekawe jak będzie w tym przypadku. Mam nadzieję, że twórcy wrocka.pl, którzy dalej będą zaangażowani w ten projekt, wymyslą i pokażą w tej kwestii coś naprawdę fajnego.

daleko w tyle fajnie jest

styczeń 1, 2007

100 lat za murzynami – tak mówiło się kiedyś, często w odniesieniu do polskich, PRLowskich realiów, gdy chciało się opisać przestarzałość i nieaktualność jakichś mechanizmów – społecznych, kulturowych, albo i czysto technicznych.

A tak naprawdę, to przecież bardzo wygodna sytuacja. Po pierwsze – nie cierpimy z powodu braku czegoś, czego nie znamy, dopóki się to nie pojawi lub się o tym nie dowiemy. Po drugie, mniej filozoficzne a bardziej praktyczne - jest fajnie, bo nie trzeba niczego wymyślać. Wystarczy przyjąć Nowe z otwartymi rękoma.

Przenosząc te wywody na rodzimy grunt: ebay jest fajny? robimy allegro, moderato, świstato itp; ludzie ”na zachodzie”  korzystają z programów snajperskich? robimy takiż i zarabiamy milion;

 A weźmy  Web 2.0 (najlepsza ostatnio znaleziona przeze mnie definicja web2.0: nie da się ukryć, że coś się dzieje”) – tutaj mechanizm jest jeszcze szybszy. Ktoś wymyślił że obywatelstwo dziennikarskie? – proszę bardzo; że takie coś jak digg jest fajne? mówisz i masz; że youtube jest wogóle też bardzo fajne? no pewnie.

 Powyższe wywody to żadna odkrywcza obserwacja, nie jest to też żaden zarzut wobec takich działań. Po prostu stwierdzeni faktu – że miejsce gdzieś tam raczej na końcu, może w środku, ale raczej nie na czele peletonu, ma swoje duże korzyści. No bo ci biedni Amerykanie – na kim mają się wzorować? Gdzie podpatrywać, czy się sprawdziło, czy się spodobało? Gdzie szukać inspiracji? Są skazani na próby, ryzyko, błędy i wypaczenia. A my (czyli prawie całą reszta świata) siedzimy i patrzymy: sprawdza się – bierzemy, nie sprawdza się – nie bierzemy. Mały koszt, małe ryzyko. Kto pierwszy (weźmie)  ten lepszy. Istniejące wyjątki zazwyczaj tylko potwierdzają regułę.

To takie przemyślenia na początku nowego roku.